wtorek, 10 lutego 2015

Wybrzeże Amalfi - dzień dziewiąty - Positano

Positano, do którego wybraliśmy się w przedostatni dzień naszych włoskich wakacji, to podobno najbardziej snobistyczna miejscowość na półwyspie sorrentyńskim. Faktycznie nie ma uroku Ravello, ani luźnej atmosfery Amalfi, a już tym bardziej małomiasteczkowej Maiori, ma za to wygórowane ceny. Na pierwszy rzut oka widać, że sklepy i restauracje czekają na inną klientelę, niż we wcześniej wymienionych miejscowościach.

Skąd sukces Positano? Poza dobrym marketingiem ;) wynika on z absolutnie fenomenalnego położenia na stromym zboczu, opadającym wprost do morza. Widoki na miasteczko z góry są przepiękne: lawina pastelowych domków, kolorowa, majolikowa kopuła kościoła i turkusowa woda w tle. Większość zdjęć w przewodnikach i na pocztówkach pochodzi właśnie stąd. Zabudowa w Positano jest typowa dla południowych Włoch - uliczki są wąskie i strome, a malownicze domy stoją jeden tuż przy drugim. Tłumy turystów, którzy poschodzili właśnie ze swoich statków wycieczkowych, psują jednak trochę efekt.

W Positano warto patrzeć pod nogi, szczególnie w okolicach kościoła Santa Maria Assunta, bo w chodniki wbudowane są kolorowe mozaiki, stylem nawiązujące do Picassa, który był częstym gościem miejscowości (gdy jeszcze nie była ona tak słynna). Zwróćcie też uwagę na oryginalne mozaikowe kolumny i leżaki.  

Aha, na koniec najważniejsze. Do Positano dotarliśmy autobusem i był to zdecydowanie trafiony pomysł. Dużych parkingów w okolicy miasteczka brak, a ulice jak już wspominałam są wąskie, o miejsce parkingowe byłoby trudno nawet w maju. Autobus zatrzymuje się w górnej części miasta, do centrum trzeba dojść na pieszo (a później wrócić, nie jest lekko, ale widoki pierwsza klasa)! Podobno, zgodnie z tym co napisali w moim przewodniku, w górę i w dół miasteczka kursują busiki, ale my takiego nie namierzyliśmy. Uważam, że świetną alternatywą jest dotarcie do Positano stateczkiem, na przykład z Amalfi, rozkłady jazdy są tu - transport na Amalfi. My nie zdecydowaliśmy się na to rozwiązanie ze względu na brzydką pogodę (tak! znów było pochmurno i trochę padało, ach ta włoska wiosna).

Widok na Positano z okolic przystanku autobusowego.

Widok na plażę w Positano...

i widok z owej plaży.


Jeszcze trochę amalfitańskiej ceramiki.

Koty wszędzie są piękne.

niedziela, 8 lutego 2015

Wybrzeże Amalfi - dzień ósmy - plażowanie w Maiori

Z założenia pobyt na Wybrzeżu Amalfi miał być wypoczynkowy. Nadszedł więc dzień totalnego relaksu, kiedy nie ruszyliśmy się nigdzie poza nasze Maiori, plażowaliśmy, a na koniec uwieńczyliśmy go przepyszną kolacją. 

Wbrew temu, co piszą przewodniki, uważam, że jest w Europie wiele bardziej atrakcyjnych regionów dla plażowiczów, niż półwysep sorrentyński. Owszem widoki są tu fantastyczne, woda szmaragdowa, nawet piasek, a raczej szarawy żwirek idzie jakoś przeżyć, ale tłumów, które są w sezonie już nie. Cieszę się, że byliśmy w maju, bo plaża, która w lipcu i sierpniu zastawiona jest leżakami, była właściwie pusta. Wbrew temu, czego się spodziewałam, woda w morzu też była na tyle ciepła, aby pozwolić sobie na krótką kąpiel. Jedyna wada, to średnia czystość plaży, ale tej w sezonie też nikt mi nie zagwarantuje.

Wieczorem udaliśmy się na kolację do świetnej knajpki, położonej przy głównym depatku Maiori - Corso Regina. Restaurację, o mało włoskiej nazwie Dedalo,  znalazłam w Tripadvisor - 4,5 gwiazdki w tym serwisie daje sporą szansę na to, że będziemy zadowoleni. Nie zawiedliśmy się, bo i jedzenie było pyszne, i wystrój ładny. Na dodatek można też zjeść na świeżym powietrzu, a to na wakacjach lubimy najbardziej. Z menu polecam absolutnie przepyszną bruschettę, zdecydowanie najlepszą jaką kiedykolwiek jadłam (na dodatek, choć to takie proste danie, nie udało mi się jeszcze odtworzyć tego smaku w domu, cóż będę dalej próbować latem, bo teraz pomidory są, delikatnie mówiąc, plastikowe). Smakowały nam też gnocchi zapiekane w sosie pomidorowym pod mozzarellą z bazylią oraz tagliatelle z ragu.

Plaża w Maiori - widok z ręcznika na lewo.
Plaża Maiori - widok z ręcznika na prawo.

Restauracja Dedalo.

Restauracja Dedalo w Maiori.

Gnocchi w Maiori.




Wybrzeże Amalfi - dzień siódmy - Amalfi

Amalfi, miasto, od którego nazwę wzięło całe wybrzeże, zostało założone około VI wieku i świetnie prosperowało, jako port handlowy, aż do XII wieku. W 1136 najazd Normanów zakończył czasy prosperity. Dziś miasto najeżdżają hordy turystów. A wśród nich także i my. Poza tym, że było naszym miejscem przesiadkowym do innych punktów na półwyspie, to spędziliśmy tam jeszcze dwa miłe popołudnia, spacerując, jedząc lody i pizzę. No właśnie... Nie jest to metropolia na miarę Rzymu, architektoniczna perełka, jak San Gimignano ani przeurocze cudeńko, jak Taormina, ale na wiosenny relaks, to miejscówka w sam raz (choć przyznaję, że może trochę przereklamowana).

Najbardziej efektownym budynkiem w Amalfi jest katedra św. Andrzeja. Górująca nad Piazza Duomo czarno-biała świątynia przyciąga spojrzenia już z daleka. Przyznam się szczerze, że do środka nie wchodziliśmy, ale posiedzieć na schodach i pogapić się na ludzi w dole było całkiem miło.

To co spodobało mi się na całym wybrzeżu i w samym Amalfi także, to zamiłowanie do ceramiki. Nie tylko numerki na drzwiach, ostrzeżenia przed złym psem, ale także napisy nad budynkami użyteczności publicznej czy sklepami są porcelanowe (czy może raczej porcelitowe). To bardzo miły akcent. Oczywiście w co drugim sklepie można kupić kubki, kubeczki, talerze i talerzyki w lokalne wzory. Jeśli nie lubicie tego rodzaju wyrobów, lub nie macie już miejsca w bagażu, to Amalfi słynie także z papieru czerpanego. Mnóstwo tu sklepików z kartkami, obrazkami i piękną papeterią.

Na początku XX wieku Amalfi było bardzo popularne wśród brytyjskich arystokratów, którzy przyjeżdżali tu na wakacje. Aby poczuć atmosferę tamtych czasów (z której niestety nic już nie pozostało) można obejrzeć film Porządna kobieta z Helen Hunt i Scarlett Johansson. Film sam w sobie arcydziełem nie jest (choć i ja z krytyką filmową wiele wspólnego nie mam), ale widoki pierwsza klasa. Nie wiem jak Wy, ale ja przed wyjazdem lubię oglądać filmy, które dzieją się w miejscu, gdzie się wybieram.

Dzień VII: Zwiedzanie Ravello - Wizyta w Villa Cimbrone (Ravello) - Spacer z Ravello do Atrani - Amalfi

Pozdrowienia z Amalfi :)

Po długiej przechadzce dobrze usiąść na wysokich katedralnych schodach.

Katedra św. Andrzeja w Amalfi

Amalfi

Poczta włoska w Amalfi.