Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamki i pałace. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamki i pałace. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 grudnia 2017

Bruksela - dzień drugi - Coudenberg

Po wizycie w obecnej siedzibie belgijskiej rodziny królewskiej (klik) pora na dużą dawkę historii i spacer po Coudenbergu.

Koudenberg
Ruiny dawnego pałacu królewskiego w Brukseli.

Koudenberg, bo taka pisownia również jest dozwolona, to niewysokie* wzgórze w centrum Brukseli, gdzie niegdyś stał potężny zamek. Niestety dziś można zwiedzić wyłącznie jego ruiny, gdyż spłonął niemal doszczętnie zimą 1731 roku.

Wycieczka do pałacu, to tak naprawdę wyprawa wgłąb ziemi, bo właściwie wszystko co się zachowało obecnie znajduje się pod jej powierzchnią. A  pozostało naprawdę niewiele - pałacowe piwnice, magazyny i kilka pomieszczeń bezpośrednio pod niegdysiejszą salą balową.

Koudenberg
Pałac na Coudenbergu

Koudenberg
Coudenberg

Dziś zamiast słynnych flandrysjkich arrasów ogląda się surowe mury, zamiast komnat oświetlanych kandelabrami ciemne i wilgotne podziemne przejścia. Czy warto? Tak, jeśli interesujecie się archeologią i macie bardzo bujną wyobraźnię. Jeśli natomiast historia nie jest Waszym konikiem, chyba lepiej zostać na powierzchni i wypić filiżankę gorącej czekolady / kufel zimnego piwa.



* Czy wiedzieliście, że Belgia jest tak płaska, iż jej najwyższy punkt (Signal de Botrange) jest niższy niż Burj Khalifa w Dubaju?

Godziny otwarcia: wt-pt 9:30-17:00; sb, nd oraz w lipcu i w sierpniu 10:00-18:00; w poniedziałki zamknięte
Koszt: 7 euro (z 12 euro bilet łączony z Muzeum BELvue)
Adres: Place des Palais 7  
Strona internetowa: klik

Dzień II: Pałac królewski - Muzeum Instrumentów Muzycznych - Królewskie Muzea Sztuk Pięknych - Coudenberg - Laurent Gerbaud - Katedra - Galerie św. Huberta - Jeanneke Pis - Manneken Pis - Kwiatowy dywan


wtorek, 24 maja 2016

Szwajcaria - spacer po mieście Zug

Dziś zapraszam Was na spacer po moim nowym mieście - Zug, stolicy kantonu tej samej nazwie, położonym w najpiękniejszym kraju w Europie, czyli w Szwajcarii. Ponieważ Torunia, w którym mieszkałam do tej pory, do końca nie udało mi się zwiedzić punkt po punkcie z przewodnikiem w ręku, postanowiłam nie popełniać drugi raz tego samego błędu i właściwie od razu przygotowałam sobie plan zwiedzania. Pozostawało poczekać na słoneczny, ciepły dzień.

Szwajcaria
From Zug with love.

Skłamałabym gdybym powiedziała, że w Zugu jest wiele do zobaczenia, bo pęcherze na stopach, od namiaru chodzenia, na pewno nikomu nie grożą. Nie ma tu spektakularnych zabytków czy dzieł sztuki klasy zero. Jest za to niezwykle malownicza starówka, przepiękna promenada nad jeziorem oraz wiele włoskich w klimacie zaułków. Uważam, że zupełnie niesłusznie przewodniki pomijają to miasto, bo warto się tu zatrzymać na mniej więcej dwugodzinny spacer i słynny Zuger Kirchtorte (to pierwszy punkt z mojej listy, który udało mi się zrealizować).

Szwajcaria
Prawie jak we Włoszech.

W niedzielne przedpołudnie rozpoczęliśmy nasz spacer od Postplatz (pl. Plac Pocztowy), gdzie, na dobrą sprawę, rozpoczyna się stare miasto. Jak sama nazwa wskazuje, przy placu znajduje się budynek dawnego głównego urzedu pocztowego (działał od początku XX wieku jeszcze do zeszłego roku). Niestety w tej chwili trudno zrobić ładne zdjęcia, bo poczta jest w remoncie i góruje nad nią jaskrawy żółty dźwig. 

Dawny główny urząd pocztowy w Zugu, wybudowany na początku XX wieku w stylu włoskiego renesansu.

Dalej, stromą uliczką, ruszyliśmy  w górę w stronę Kapuzinerturm (pl. Wieża Kapucynów) i znajdującego się nieopodal klasztoru Kapucynów. Wieża to pozostałość po średniowiecznych murach obronnych, a budynek klasztoru od 1997 nie spełnia już swojej funkcji, po prostu zabrakło chętnych do pełnienia posługi mnichów. Sprzed klasztoru roztacza się ładny widok na miasto, do którego dolnej części można zejść ciekawymi, zadaszonymi schodkami.

Szwajcaria
Przede mną Wieża Kapucynów...
Szwajcaria
...a tu za mną dachy Zugu.

Szwajcaria
Zabudowania klasztoru Kapucynów.

Kapuzinerkloster to zdecydowanie nie ostatni sakralny budynek tego dnia, kolejnym był kościół św. Oswalda, niestety mimo niedzieli zamknięty. Szkoda, bo to podobno najpiękniejsza późnogotycka świątynia w Szwajcarii, a ja bardzo lubię gotyk. Na pewno muszę do niego wrócić.

Szwajcaria
Dzwonnica kościoła św. Oswalda.

Szwajcaria
Kapliczka przy kościele św. Oswalda

Zaraz za kościółem znajduje się Zamek Zug (Burg Zug), którego początki sięgają aż VI wieku. Otoczony blankami biały budynek widać już z daleka, a uroku okolicy przydaje płynący obok strumyk. W zamku znajduje się muzeum, prezentujące historię i kulturę miasta. Mieliśmy trochę szczęścia, bo 22 maja obchodzony był w Szwajcarii Dzień Muzeów i  w jego ramach wstęp był darmowy (normalnie bilet dla osoby dorosłej kosztuje 12 franków). Jeśli mam być szczera, nie było to najciekawsze muzeum w jakim byłam. Owszem jest ładnie urządzone, jest trochę interaktywnych elementów, dosyć ciekawa wystawa sztuki sakralnej, ale całość sprawia trochę takie wrażenie, jakby ktoś dostał zadanie zorganizowania muzeum i zabrakło mu eksponatów. Na dodatek brakuje opisów w języku angielskim (poza tabliczkami "do not touch"). W ramach Dnia Muzeów w zamku organizowane były mini-warsztaty perfumeryjne, gdzie przygotowaliśmy sobie po woreczku pot-pouri.

Szwajcaria
Lubię sztukę użytkową, więc zainteresował mnie ten piec.

Szwajcaria
Malunek na suficie.

Szwajcaria
Jeden z eksponatów w części poświęconej sztuce sakralnej.

Szwajcaria
Zamek w całej okazalości.

Następne dwa punkty na mojej liście obejrzeliśmy tylko z zewnątrz. Był to kościół pod wezwaniem św. Michała - patrona miasta (oczywiście zamknięty) oraz Wieża Prochowa, również niedostępna dla zwiedzających (można ją za to wynająć na imprezy, może kiedyś ;) ). Szkoda, że z dawnych murów obronnych Zugu zostało tak niewiele.  

Szwajcaria
Kościół św. Michała, dziś najważniejszy w Zugu, wybudowany na początku XX wieku.

Z Pulvertum (Wieży Prochowej) udaliśmy się w stronę jeziora, aby po drodze zobaczyć Kaplicę Najświętszej Marii Panny (otwarta!). Kaplica jest bardzo stara, po raz pierwszy wspominają o niej dokumenty z 1266. Grube mury dają przyjemny chłód, warto przysiąść na chwilę i obejrzeć skromne, ale ładne wnętrze z elementami gotyckimi i barokowymi.

Szwajcaria
Kaplica Najświętszej Marii Panny z zewnątrz.

Szwajcaria
Bardzo ozdobna klamka do kaplicy.

Na przeciwko kaplicy znajduje się ciekawa fontanna o wdzięcznej nazwie Greth-Schell-Brunnen. Przedstawia kobietę, która niesie na plecach swojego męża "zmęczonego" karnawałową zabawą.

Szwajcaria
Greth-Schnell-Brunnen

Jedną z najbardziej malowniczych uliczek w Zugu - Unter Altstadt ruszyliśmy w stronę kolejnego celu, mijając po drodze Altstadhalle z pięknie malowanym drewnianym frontem i skromniejszy, ale też bardzo ładny, stary Ratusz. Wieża Zytturm, do której zmierzaliśmy, jest świetnym punktem orientacyjnym, jej iglicę w biało-niebieskie pasy widać z bardzo daleka, a dzięki temu, że jest wysoka, można z niej podziwiać okolicę. Wystarczy wdrapać się po stromych, drewnianych schodach, aby z okien na ostatnim piętrze zobaczyć jezioro i gęstą, urokliwą zabudowę starówki. Naprawdę warto, choć wspinaczka to nie jedyna przeszkoda, którą trzeba pokonać. Najpierw należy bowiem odnaleźć klucz, bo drzwi do wieży zazwyczaj są zamknięte. Zdradzę Wam słodką tajemnicę. W dni powszednie i w soboty klucz można pożyczyć ze sklepiku z pamiątkami u stóp wieży, a gdy ten jest zamknięty z restauracji Intermezzo, położonej tuż obok.

Szwajcaria
Unter Altstadt - za szyldem chińskiej restauracji widać Altstadthalle.

Szwajcaria
Unter Altstadt

Szwajcaria
Zytturm

Szwajcaria
Widok na jezioro - w lewą stronę... 

Szwajcaria
... i w prawą...

Szwajcaria
... także w kierunku wzgórza.

Zytturm to punkt kuluminacyjny naszego spaceru i zarazem początek jego końca. Po zejściu i oddaniu klucza (chciałam odzyskać moje prawo jazdy, które zostawiłam w zastaw), minęliśmy jeszcze fontannę przedstawiającą chłopca z rybą i udaliśmy w stronę promenady nad jeziorem. Promenada to moje ulubione miejsce w Zugu. Jezioro (czasem szare, czasem zielonkawe, a w ostatnią niedzielę niebieskie), góry na horyzoncie (widać nawet czterotysięczniki), kaczki z opalizującymi łebkami, platany z korą moro, mi niczego więcej do szczęścia nie potrzeba. 



Szwajcaria
Zugersee i Alpy w tle.

Szwajcaria
Przy promenadzie znajduje się także ptaszarnia, tu na zdjęciu złoty bażant (nie, nie piwo).

Przy promenadzie są trawniki, na których można się położyć i ławeczki, gdzie można wygodnie przysiąść i coś przekąsić. Na przykład słynny Zuger Kirchtorte, czyli biszkoptowy torcik z odrobiną orzechowej bezy, mocno nasączony wiśniówką  i przełożony odrobiną maślanego kremu. To specjał Zugu, którego koniecznie chciałam spróbować, ale więcej jeść nie będę. Piec raczej też nie. To zdecydowanie nie mój smak, jest po prostu zbyt mdły, nawet spora doza alkoholu go nie ratuje. Nie chcę Was jedak zniechęcać, każdy ma inny gust, warto skosztować, choćby po to, żeby stwierdzić, że się go nie lubi. Zdecydowanie lepsze było drugie ciastko, które kupiliśmy - kawałek starego, dobrego, sprawdzonego tortu szwarcwaldzkiego. Cukiernię wybrałam oczywiście nieprzypadkowo - postawiłam na Treichler przy Bundesplatz 3, gdzie Kirchtorte jest podobno najlepszy. 

Szwajcaria
Kirchtorte

Szwajcaria
Dobra mina do średniego smaku.

I to już koniec naszego spaceru. Będąc w Zugu warto się jeszcze wybrać kolejką linową na Zugerberg i na rejs statkiem po Zugersee, ale to następnym razem. Będziemy tu w końcu jeszcze trochę czasu ;)

Informacje praktycznie:

Nasz spacer przebiegał po takiej trasie: klik

Zamek Zug:

Godziny otwarcia: wtorek-sobota 14-17; niedziela 10-17; zamknięte w poniedziałki
Koszt: 10 franków za osobę dorosłą; dzieci do 16 roku za darmo; w każdą pierwszą środę miesiąca wstęp za darmo
Adres: Kirchenstrasse 17
Strona internetowa: klik

Cukiernia Treichler:

Godziny otwarcia: pn-pt 06:00-18:30; sb 07:00-17:00; nd i święta 09:00-17:00 (w lipcu i sierpniu 09:00-13:00).
Adres: Budesplatz 3


czwartek, 19 maja 2016

Bruksela - dzień drugi - Pałac Królewski

Jednym z powodów, dla których do Brukseli warto wybrać się latem, jest fakt, że właśnie wtedy, na półtora miesiąca, otwierany jest dla zwiedzających miejscowy pałac królewski. Budynek co prawda nie jest już zamieszkiwany przez rodzinę królewską, która przeniosła się do pałacu w Laeken, ale wciąż spełnia funkcje państwowe - odbywają się w nim przyjęcia oraz spotkania króla z ważnymi osobistościami. 

Pałac królewski w Brukseli

Budowę gmachu rozpoczęto pod koniec XVIII wieku, w miejscu dotychczasowego pałacu, który spłonął doszczętnie w 1731 roku (jego podziemia obejrzymy później: klik). Prace zaś nabrały rozmachu po Kongresie Wiedeńskim (1815), kiedy to Bruksela stała się stolicą Królestwa Zjednoczonych Niderlandów. Budynek otrzymał wtedy neoklasycystyczną fasadę oraz szeroki balkon wzdłuż całego pierwszego piętra. Kolejna gruntowna przebudowa odbyła się na początku XX wieku, na życzenie króla Leopolda II, który uznał, że pałac jest zbyt skromny, aby władca jego rangi mógł w nim zamieszkiwać.

Royal Palace Brussels
Fasada pałacu królewskiego w Brukseli

Dziś obok wspaniałych wnętrz w pałacu można podziwiać także sporą kolekcję dzieł sztuki oraz mebli i innych sprzętów użytkowych. Całość robi naprawdę wielkie wrażenie.

Brussels royal palace

brussels royal palace


brussels royal palace
W 2014 roku dodatkową atrakcją była wystawa poświęcona setnej rocznicy wybuchu Pierwszej Wojny Światowej

Dzięki królowej Paoli, która wprowadziła do pałacu sztukę współczesną, czas nie zatrzymał się dla niego w miejscu. Tak naprawdę właśnie dla tej sztuki tam poszliśmy - koniecznie chciałam zobaczyć dzieło szalonego umysłu belgijskiego artysty Jana Fabre'a - Heaven of Delight. W roku 2002 wyłożył on sufit Sali Luster prawie milionem pancerzyków tajskich żuków. Mieniąca się wieloma odcieniami zieleni mozaika zadziwia i zachwyca. Niestety trudno to ująć na zdjęciach.

heaven of delight
Heaven of Delight - dzieło Jana Fabre w sali luster.

pałac królewski w brukseli
Także żyrandol został obklejonymi tymi swoistymi precjozami. Teraz sam sprawia wrażenie gigantycznego owada.
heaven of delight
Żuki - absolutny cud natury i sprawcy całego zamieszkania.

Jeszcze tylko jedno słowo na koniec. Z hotelu do pałacu dotarliśmy przez Parc de Bruxelles (pl. Park Brukselski). Jeśli macie ochotę na spacer cienistymi alejkami, serdecznie polecam, jest tam naprawdę pięknie. 

parc de bruxelles
Park w centrum Brukseli

Parc de Bruxelles
Parc de Bruxelles

W Internecie przeczytałam, że do pałacu najlepiej wybrać się jak najwcześniej, zaraz po otwarciu. My staneliśmy przed bramą jeszcze przed 10, ale wcale nie byliśmy pierwsi, wraz z nami czekało sporo ludzi. Nie jestem pewna, czy to był dobry pomysł, bo później, gdy wychodziliśmy (pewnie około 11:30) kolejki do wejścia nie było wcale. 

Godziny otwarcia: godziny i dni otwarcia należy sprawdzić przed wyjazdem; w 2015 pałac otwarty był dla zwiedzających od 22.07. do 06.09. od 10:30 do 16:30 (zamknięty w poniedziałki)
Koszt: bezpłatnie
Adres: Rue Brederode 16, Bruksela
Strona internetowa: klik lub klik

Dzień II: Pałac królewski - Muzeum Instrumentów Muzycznych - Królewskie Muzea Sztuk Pięknych - Coudenberg - Laurent Gerbaud - Katedra - Galerie św. Huberta - Jeanneke Pis - Manneken Pis - Kwiatowy dywan

wtorek, 16 czerwca 2015

Tajlandia - dzień siódmy - Vimanmek

Z ogromną przykrością stwierdzam, że pałac Vimanmek mnie nie olśnił, ani nawet szczególnie dobrze nie zapisał się w mojej pamięci. Pewnie błędem było to, że zwiedzaliśmy go ostatniego dnia w Bangkoku, po tym gdy poprzednich pięć było wypełnionych od świtu do nocy emocjami i nowymi wrażeniami. Nie odpowiadała mi też jego oficjalna, sztywna atmosfera. Nie lubię być traktowana jak nieproszony gość, a tu trochę tak było. Mimo, że przed wizytą dokładnie sprawdziłam wymogi dotyczące stroju i wybrałam sukienkę za kolano, to i tak musiałam się dodatkowo owinąć pareo, żeby przypadkiem się ona nie podwinęła. Rozumiem, że takie są zasady i nawet z nimi szczególnie nie dyskutuję, jednak być mierzoną wzrokiem przez 2 strażniczki - nic przyjemnego. Choć pałac od dawna jest niezamieszkały, to wciąż traktowany jest jako posiadłość królewska. Z tego też względu nie można robić zdjęć, a wszystkie rzeczy osobiste należy pozostawić w (płatnej) szatni. Przed wejściem do środka budynku trzeba oczywiście zdjąć buty.

Za drzewami widać pałac Vimanmek.

Po żalach, pora na trochę faktów, bo mimo wszystko to obiekt o niebagatelnym znaczeniu historycznym. Zbudowany został na przełomie XIX i XX wieku na polecenie ukochanego króla Tajów - Chulalongkorna. Co ciekawe, początkowo pałac budowano na wyspie Sichang i dopiero po kilku latach, na skutek zawieruchy politycznej, przeniesiono go na obecne miejsce, do Bangkoku. Przyjmuje się, że jest to największy budynek z drewna tekowego na świecie (ma aż 80 pomieszczeń!), a postawiono go bez użycia nawet jednego gwoździa. Budowniczym na pewno nie można odmówić kunsztu, precyzji, a nawet fantazji. Pałac ma przepiękne proporcje, wiele w nim filigranowych elementów i pomysłowych rozwiązań. Bardzo podobały mi się zdjęcia, przedstawiające wydarzenia z życia rodziny królewskiej. Szkoda tylko, że jedna za drugą zadeptują rezydencję kolejne grupy azjatyckich turystów. Może, gdyby nie one, podobałoby mi się tam bardziej.

W parku dworu Vimanmek.


Posiadłość znajduje się w przepięknym, starym parku. Warto udać się do jego zachodniej części by zobaczyć salę tronową - przepiękną, białą, ażurową budowlę.


Sala tronowa

PS nawet jeśli, tak jak ja, nie zachwycicie się pałacem, to nie pożałujecie spaceru przez dzielnicę Dusit - najbardziej harmonijną i zieloną część Bangkoku.




Godziny otwarcia: 09:00-15:15 (zamknięte w poniedziałki)
Koszt: 100 bahtów (uwaga, bilet do Wielkiego Pałacu zawiera także wejściówkę do Vimanmek)
Strona internetowa: klik

Dzień VII: Pałac Vimanmek - Park Lumpini

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Tajlandia - dzień czwarty - Wielki Pałac i Wat Phra Kaeo

Obłęd w ciapki. Tak najkrócej i najbardziej treściwie można określić wizytę w Wielkim Pałacu w Bangkoku. Feeria barw, wymyślność form i precyzja dekoracji czynią ją  niezapomnianą. Nie ma znaczenia, ile raz obejrzy się zdjęcia w Internecie, przewodnikach i albumach, Wielki Pałac zaskakuje i oszałamia, szczególnie Europejczyków, którzy tak jak my, po raz pierwszy wybrali się na Daleki Wschód.

Zanim zacznę pisać, przyznam się szczerze, że nie jestem specjalistką od buddyzmu, a już w szczególności od buddyzmu tajskiego. Także moja wiedza na temat historii Tajlandii pozostawia sporo do życzenia i nie wykracza poza pierwsze rozdziały przewodników. Postaram się więc opisać po prostu swoje wrażenia.

Kompleks składa się z dwóch zasadniczych części - świeckiej i sakralnej. Najważniejszą świątynią nie tylko na jego terenie, ale na terenie całej Tajlandii jest Wat Phra Kaeo - świątynia Szmaragdowego Buddy. W jej kluczowym budynku - bocie - znajduje się nieduży posążek Buddy wykonany z jaspisu. Dla Tajów jest symbolem boskości oraz potęgi władzy królewskiej. Trzy razy w roku, w raz ze zmianą pór roku, Budda przebierany jest odpowiednie dla nich szaty. Wewnętrzne ściany botu są pięknie zdobione freskami, ale trudno nam było je podziwiać, bo w środku były tłumy ludzi. Zdecydowanie lepiej przyjrzałam się freskom w galerii Ramakien, okalającej kompleks, przedstawiającymi sceny z tajskiej epopei Ramakien (adaptacji hinduskiej Ramajany). Warto niespiesznie się nią przespacerować, zwłaszcza że daje trochę cienia.

Prawie idealnie w centrum watu znajduje się biblioteka - Phra Mondop. Choć i z zewnątrz jest pięknie zdobiona, to bardzo żałuję, że do środka można wejść tylko raz w roku (i nie jest to 10 grudnia), bo posadzka jest wykonana ze srebra, a nadto jest tam skrzynia ze świętymi pismami Buddy, pięknie zdobiona macicą perłową. Zaraz obok biblioteki położona jest Złota Czedi. Wyłożona mozaiką z Włoch, zawiera podobno kawałek kości mostka Buddy. Pięknie prezentowała się w słońcu, na tle bezchmurnego, szmaragdowego nieba. Poza wyżej wymienionymi budynkami największe wrażenie zrobiły na mnie, zamieszkujące kompleks, mityczne stwory. Najwięksi z nich to ogromni (prawie 6-metrowi) jakszowie. Te demony, o różnokolorowych twarzach, stoją na straży zabudowań sakralnych. Trudno się ich przestraszyć, spójrzcie proszę na zdjęcia. Oprócz nich spotkaliśmy: Kinnarów - w połowie mężczyzn, w połowie ptaki, symbolizujących miłość, Garudę - mitycznego ptaka, przypominającego Feniksa i jego śmiertelnych wrogów Nagów - wężokształtne bóstwa.

Po przejściu do części świeckiej kompleksu największą uwagę zwraca Chakri Maha Prasat czyli rezydencja uwielbianego króla Chulalongkorna. Trzeba przyznać, że stanowi bardzo oryginalne połączenie europejskiego klasycyzmu z nutą architektury tajskiej, ze względu na co nazywana jest czasem "cudzoziemcem w tajskim kapeluszu". Inne ważne zabudowania to Barom Phiman Hall, gdzie król Tajlandii przyjmuje gości, Amarinda Hall - dawne miejsce posiedzeń Sądu Najwyższego i Dusit Hall. Bardzo żałuję, że dla turyści nie mogą zwiedzać Pałacu Wewnętrznego, swoistego miasta w mieście, królewskiego haremu. Myślę, że byłoby to bardzo ciekawe.

Na koniec kilka faktów:

- budowę kompleksu rozpoczął w 1782 roku król Rama I;
- aby zobaczyć wszystkie malunki w Galerii Ramakien trzeba przejść prawie 2 km (dokładnie 1 900 metrów);
- na terenie Wat Phra Kaeo znajduje się mała replika kambodżańskiego Angkor Wat;
- Szmaragdowy Budda pochodzi z Chiang Rai, a wcześniej przechowywany był w Wat Arun;
- ostatnim monarchą rezydującym w pałacu był Rama VII - opuścił go w 1925;
- do dziś w Pałacu odbywają się ważne uroczystości państwowe.

Wskazówki:

- aby wejść na teren kompleksu trzeba być skromnie ubranym - niedozwolone są koszulki na ramiączkach, głębokie dekolty, odsłonięte kolana i stopy;
- w świątyni Szmaragdowego Buddy nie można robić zdjęć;
- Wielki Pałac, to jeden z najliczniej odwiedzanych zabytków na świecie - nie wiem czy jest pora, w której ludzi jest mniej; w innych miejscach zazwyczaj działa przyjście zaraz po otwarciu - tu nie;
- do pałacu najlepiej dostać się tramwajem wodnym, przystanek znajduje się niedaleko od wejścia.

Godziny otwarcia: 08:30-15:30
Koszt: 500 bahtów - obejmuje też wizytę w pałacu Vimanmek, ale i tak był to nasz najdroższy bilet w Tajlandii ;)
Strona internetowa: klik lub klik


Dzień IV:  Wielki Pałac i świątynia Szmaragdowego Buddy - Lak Mueang - China Town i Wielka Huśtawka - Wat Suthat - Wat Ratchabophit - Wat Pho - Kolacja widokiem na Wat Arun

Grand Palace, Bangkok
Koszt biletu: 500 bahtów. Godziny otwarcia: 8:30-15:30.

Wat Phra Kaeo
To zdjęcie zrobiłam, aby uwiecznić tłumy turystów, którzy razem z nami zwiedzali Wielki Pałac. Spójrzcie zwłaszcza wgłąb.

Świątynia Szmaragdowego Buddy
Złota Czedi. Z daleka nie widać, ale cała wyłożona jest drobną mozaiką.

Grand Palace Bangkok
Jaksza

Grand Palace in Bangkok

Świątynia Szmaragdowego Buddy
Fresk w Galerii Ramakien. Prawie jak komiks :)

Bot Phra Kaeo

Wielki Pałac w Bangkoku



Kinnara

Odrobina Kambodży w Bangkoku


Naga. Wężopodobne bóstwo.